Taka jestem

Wszystko i nic...
Kategorie: Wszystkie | Cytatem | Moja twórczość | Naprawdę radośnie | Naukowo | Opowieści nie zawsze mojej treści | Osobiste | Po jajcarsku | Romantycznie | Wierszem? | Zwykłość | co mi w duszy właśnie drży | westernowa opowieść
RSS
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Naprawdę dawno

Tak się nie uśmiałam... W ogóle tak świetnie się nie bawiłam, i to w tak doborowym towarzystwie, a jeszcze, że w ogóle bez planowania... Zaczęło się od niewinnego telefonu, gdy po remoncie okazało się, że nie mam miejsca na starocie, a wyrzucić to "grzech" normalnie.. Zatem Ewuś rzekła : a przywieź, to przywiozłam...

A potem to już tylko pyszności, miłe powitania, śmiech ze zwierzaków (dobrali się wielkomiejska Figa z moim małomiasteczkowym Rudym... i te ptaszki ganiające się nad naszymi psami) i hasło: film!

Zakwasy ze śmiechu mam do dziś a makijaż sam zmył się razem ze łzami.

Nie wiem jak reszta towarzystwa, ale ja pragnę powtórki, powtórki...

08:36, jagulinek
Link Komentarze (5) »
piątek, 06 kwietnia 2012
Radosnych

Dla tych wszystkich zaglądających tłumów do mnie na te święta...

Pogody ducha

uśmiechu od ucha do ucha

smacznego jajka, zająca mokrego

i wszystkiego Wesołego!

Alleluja!!!

09:05, jagulinek
Link Komentarze (6) »
piątek, 30 marca 2012
Mój nałóg..

Ten, bez którego nie potrafię rano złożyć jednej logicznej myśli to kawa... Zamykam oczy i czuję zapach.., wręcz boski  delikatny aromat, rozchodzący się z kuchni pocałym mieszkaniu. Nie wyobrażam sobie innego początku dnia. Potem, po śniadaniu... a też poproszę (czyt. idę i parzę następną). A już do papierosa... no jak go palić bez kawy?Po obiedzie - także kawa, no chyba że ktoś wpadnie jeszcze przed obiadem "na kawkę". Zamiast podwieczorku? Mała czarna... No i żeby ręce pod koniec dnia się nie trzęsły, byłaby kolejna.. Odkryłam nawet że mogłabym nie jeść, byleby kawusia była w pobliżu moich nozdrzy, ust i dłoni, które oplatają ulubioną filiżankę lub kubek, zależnie co znajdę w zasięgu...

Ale, żeby nie było, są dni że nieco się ograniczam, zaparzam wtedy inkę, która różni się w smaku i aromacie, ale to wystarcza, by uspokoić napięte przedramiona i nie zapomnieć zdjąć papierka z batonika przed zjedzeniem, czy przestać myśleć o wyprawie do Brazylii...

Herbatę też lubię, ale co kawa...

Właśnie dopijam drugą, później bratówka wpadnie i pośmiejemy się przy eliksirze życia, i już nie mogę się doczekać, kiedy zacznę wstawiać wodę...ehh

A jutro wpadnie ktoś na kawusię? Zapraszam... hihi..

09:36, jagulinek , Zwykłość
Link Komentarze (2) »
sobota, 10 marca 2012
...

Hmm.. Wiosna nadchodzi, (podobno, choć czuję ją w kościach), słonko nagrzewa mieszkanie i pokazuje jak dawno okien nie myłam.. Rudy gubi sierść, dzieci mniej marudzą, trawa się zazielenia, dzień jakiś dłuższy.. No pcha się ta wiosna w życie me...

A wraz znią nieco zmian, jednych zmiennych, innych stałych... Najmłodszy w maju przyjmie po raz pierwszy Komunię Świętą, więc zakuwamy to i owo, coby w terminie się zmieścić, Michał opuści mnie na miesiąc a może i dłużej, bo przyjęto go na oddział rehabilitacji, gdzieś tam daleko... I zapewne przepadnie mu termin egzaminu dla szóstoklasistów (ale do nadrobienia, więc chyba poradzi sobie..). Najstarszy natomiast nie pali się do zmian wcale, choć one go nie miną... nadal nie wybrał szkoły...

Poza tym nieco chmur osobisto-finansowych wisi nade mną, z tymi muszę żyć jakiś czas jeszcze, choć przyprawiają mnie o wrzody żołądka. Pewnie dlatego nie zapisuję tu miejsca bo jakoś tak siły opadają ze mnie..

Ale są i iskierki radości. Te moje Kochane Potwory mają dni, że wznoszą w górę wszystko wokół mnie, potrafią fajnie zaskoczyć, a to miłą sponiedzianką (np. sprzątnięcie pokoju), a to przytuleniem i czułym słowem. Podobno jestem najlepszą mamą na świecie i do tego najpiękniejszą, najcudniejszą... Normalnie aż się chce żyć i piec dla nich słodkości i inne pyszności..

Tak właśnie po krótce mijają me dni...

Kiedy coś tu nastukam?

Hmm..

09:49, jagulinek , Zwykłość
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Małe zmiany

Świąteczne ja widać dość wyraźnie

Za jakiś czas pewnie znowu zmienię

 

13:52, jagulinek
Link Komentarze (10) »
sobota, 10 grudnia 2011
A sobta minęła tak

Nieco podrózówaliśmy:

Przez wioski,

Przez lasy,

Przez łąki,

 

Roboty drogowe,

I jeszcze raz przez lasy,

Razem z moim ulubionym kochanym kierowcą:

I wracaliśmy równie długą niemal 4 godzinną drogą, gdy niebo zaczęły zakrywać ciemne chmury,

Aż zrobiło się całkiem ciemno.

I wszystko to tylko po to, by delektować się czarodziejskim 15-letnim napojem wyrobu dziadka:

 Miłego weekendu :*

 

 

21:26, jagulinek
Link Komentarze (5) »
wtorek, 29 listopada 2011
Inspiracja

Obiecałam zapodanie dalej:

Napisane przez Reginę Brett, 90 lat, z Plain Dealer, Cleveland Ohio.
"Aby uczcić moją postępująca starość, spisałam 45 zaleceń,
których mnie nauczyło życie. Jest to najbardziej potrzebne z tego, co napisałam w całym życiu. Mój licznik lat przekroczył 90 w sierpniu, tak więc jeszcze raz przytaczam kolumnę z moimi regułami:

  1.   Życie nie jest sprawiedliwe, ale mimo tego jest dobre.
  2. W razie wątpliwości należy wykonać następny, mały krok.
  3. Życie jest zbyt krótkie, by tracić czas na nienawiść do innych.
  4. Twoja praca nie zajmie się tobą, gdy jesteś chory. Zrobią to twoi przyjaciele i rodzice. Pozostań z nimi w kontakcie.
  5. Spłacaj karty kredytowe co miesiąc.
  6. Nie musisz wygrać każdej dyskusji. Zgadzaj się na brak zgody.
  7. Płacz z kimś innym. To bardziej pomaga niż płacz samotny.
  8. Jest OK być wściekłym na Boga. On to akceptuje.
  9. Oszczędzaj na emeryturę od pierwszej wypłaty.
  10. Jeśli chodzi o czekoladę, opór jest bezcelowy.
  11. Zawrzyj pokój z przeszłością, to nie będzie ci psuć teraźniejszości.
  12. Jest w porządku, gdy płaczesz przy dzieciach.
  13. Nie porównuj swojego życia z życiem innych.Nie masz pojęcia, o co chodzi w ich podróży.
  14. Jeśli twój związek z kimś ma być sekretem, nie powinnaś (-ieneś) w nim być.
  15. Wszystko może się zmienić w mgnieniu oka. Ale nie martw się, Bóg nigdy nie mruga.
  16. Weź głęboki oddech. To uspokaja umysł.
  17. Pozbądź się wszystkiego, co nie jest użyteczne, piękne lub radosne.
  18. Cokolwiek cię nie zabije, czyni cię silniejszym.
  19. Nigdy nie jest za późno, aby mieć szczęśliwe dzieciństwo.Ale to drugie jest wyłącznie dla ciebie i nikogo więcej.
  20. Jeśli przychodzi do ciebie coś, co kochasz, nie mów „nie”.
  21. Właśnie dzisiaj jest specjalną okazją.
  22. Przygotuj się dobrze, a następnie poddaj się prądowi.
  23. Bądź ekscentryczny teraz. Nie czekaj na starość, aby nosić się na czerwono.
  24. Najważniejszym narządem seksualnym jest mózg.
  25. Nikt inny nie jest odpowiedzialny za twoje szczęście, ale właśnie ty.
  26. Każda katastrofa zaczyna się od stwierdzenia:"W ciągu pięciu lat, coś zrobimy w tej sprawie"
  27. Zawsze wybieraj życie.
  28. Przebacz wszystko wszystkim.
  29. Co inni myślą o tobie, to nie twój kłopot.
  30. Czas leczy prawie wszystko. Daj czasowi czas.
  31. Zarówno dobre jak złe sytuacje się zmieniają.
  32. Nie bierz siebie tak poważnie. Nikt inny przecież tego nie robi.
  33. Wierz w cuda.
  34. Bóg kocha cię z tego powodu, że jest Bogiem, nie dlatego, że coś zrobiłeś(-aś) albo nie.
  35. Nie rób audytu własnego życia. Po prostu przeżywaj je teraz.
  36. Starzenie się jest lepszą alternatywą niż śmierć za młodu.
  37. Twoje dzieci dostają tylko jedno dzieciństwo.
  38. Wszystko, co naprawdę się w końcu liczy to to, że kochałeś (-aś).
  39. Wyjdź gdzieś codziennie. Cuda czekają wszędzie.
  40. Jeśli wszyscy rzuciliby swoje problemy na stos i zobaczylibyśmy te problemy wszystkich innych, to by nas pogięło.
  41. Zazdrość jest stratą czasu. Przecież masz już wszystko, czego potrzebujesz.
  42. Najlepsze jest jeszcze przed nami...
  43. Bez względu na to, jak się czujesz, wstań, ubierz się i pokaż się innym.
  44. Wydajność.
  45. Życie nie jest związane z łukiem, ale to wciąż prezent.

 

 

No i... podaj dalej :-))))

09:31, jagulinek , Cytatem
Link Komentarze (4) »
sobota, 26 listopada 2011
Kochani

Z okazji bez okazji, a może z okazji obchodzonych przedwcześnie Andrzejek życzę Wam spokojnego, romantycznego wieczoru.

W towarzystwie ulubionych przebojów (tych których nie potrafię wstawić...http://www.youtube.com/watch?v=ZXuSaWz7hlo), bukietu smaku wina, lub owocowych naleweczek, tudzież innych trunków, lub bez trunków, jak kto lubi.., a co najważniejsze w ramionach Tej osoby, z którą chcielibyście właśnie być, tu i teraz. Kołysząc się w rytm bijących serc, czując aromat zbliżających się chwil, czekając upragnionej rozkoszy... Z pewnością radosnego, beztroskiego poranka.

Tego właśnie Wam życzę, to znaczy ja i mój Mąż

 :*

23:20, jagulinek , Osobiste
Link Komentarze (8) »
sobota, 29 października 2011
Jak niewiele

Potrzeba, by uszczęśliwiść dzieciaki. Nieco jabłuszek pokrytych bitą śmietaną i posypanych kolorową posypką i już się stajesz najlepszą mamą na świecie. A jescze podaj do tego ich ulubione gołąbki na obiad to uśmiech nie zejdzie im z twarzy do końca dnia. Nawet kłótnia z kolegą na podwórku nie przyćmi takiego szczęścia. Tylko nie próbuj zapomnieć o karpatce w weekend, bo wtedy katastrofa gotowa...

Tylko czemu mi wciąż mało? Mało mi męża, bo przyjedzie dopiero w poniedziałek wieczorem, by we wtorek odjechać. I może nawet następny weekend będzie równie samotny. Mam już po dziurki w nosie chłodnych nóg wieczorem, wszystkie filmy i programy wydają się nudne..  (również te, które, kiedy oglądamy razem, wydają sie świetne). Nawet kiedy dzwoni czuję niedosyt.. Ale muszę się przyzwyczaić. Zresztą wystarczy że przyjedzie, że obejmie swym ogromnym ciepłym ramieniem i już wiem, że wytrzymam następną rozłąkę. Mam czasem wrażenie, że tak naprawdę żyję tylko wtedy, gdy On jest blisko, reszta to taki stan w zawieszeniu..

No i oczywiście dobrze, że moje kochane Potwory cieszą me stęsknione serce swoim uśmiechem, bez nich to nie wiem co... No kocham Ich O!

23:48, jagulinek , Osobiste
Link Komentarze (5) »
wtorek, 25 października 2011
A było to tak...

Że czasu ciągle brak... sprawy przekręcały się na wspak...

Mimo to skończyło się dokładnie tak:

 

 Cyrograf podpisali i do domku zwiali,

Goście byli, świetnie się bawili..

Potem młodych samych zostawili,

z czego ci zadowoleni byli...

całą noc razem przetańczyli...

 

08:55, jagulinek , Naprawdę radośnie
Link Komentarze (8) »
wtorek, 06 września 2011
Jesień zapukała do mych drzwi...

Tylko nie wiem czy jestem na nią gotowa, co prawda jest ona słoneczna i ciepła, mimo chłodnych poranków, ale pięknie mam za knem, a w sercu gorąco...

Zresztą jak i w kuchni. Bo wzięłam się za zaprawy, pełne wiadro (czubate ściślej mówiąc) buraczków czeka na umycie i ugotowanie, co potem zobaczymy, ten plan jest na jutro, dziś obieram jabłuszka.. a z nich dżemik, czy też marmolada, w zależności jak je upilnuję... Poprzednio...

To znaczy w zeszłym tygodniu, też miałam jabłkowy zawrót głowy, była i szarlotka i drożdżowka z jabłkami, i ryż na ciepło również z jabłkami.. i dwa garnki "przetworu". Jeden z nich nawet się udał, dzieciaki trzy słoiczki opróżniły (nie wie ktoś, po co ja je wekowałam...?) Drugi nieco inaczej przyprawiłam. Pomyliłam cynamon z chili, które sypnęłam bez żalu i sprawiedliwie... Niestety nie do zjedzenia... Ale wyobraźcie sobie moją minę chwilę po wyjęciu łyżki pełnej marmolady jabłkowej z ust...

Do dzisiaj sama z siebie się śmieję i już przesypałam cynamon do innego pojemnika, by błędu nie powtórzyć w bliskiej i dalszej przyszłości...

P.S.

Wiem, wiem.. jesień kalendarzowa za parę dni, ale mam nadzieję, że zanim nastanie to zdążę się na nią przygotować...

12:45, jagulinek
Link Komentarze (6) »
piątek, 02 września 2011
No to mamy wrzesień

Człowiek kończąc szkołę, tę obowiązkową - oczywiście, ma nadzieję na koniec wywiadówek, sprawdzianów, prac domowych etc.  Zaczyna pracę, zakłada rodzinę i co? Od nowa szkoła... i związane z nią wywiadówki, prace domowe a dodatkowo wydatki, podpisywanie zeszytów, trampek, tornistrów, szukanie ostatnich brakujących podręczników... Od połowy sierpnia nie śpię spokojnie, bo mam wrażenie, że o czymś zapomnę, czegoś nie załatwię na czas... Niby są na to całe wakacje, ale minęły nam jakoś tak szybko, mimo deszczowej pogody i zaledwie jednej wycieczki, ale mieliśmy też dwukrotnie gości. Całkiem sympatycznych i jakoś tak do czasu ich wyjazdu odkładałam zmartwienia szkolne na potem.. "Potem" już jest, tu i teraz.. I trzęsę się na myśl o pierwszych spotkaniach na wywiadówkach, bo oznacza to kolejne załatwianie tego co brakuje... Podpisy co odbioru Najmłodszego, obiadków, świetlicy, internatu dla Michała... Pranie, szukanie, sprawdzanie... A tu chłopaki numer mi zrobli bo powyrastali z odzieży i butów... Pytam się: kto im pozwolił tak szybko rosnąć, co?!

A Mchał na to:

-Życie mamuś, życie...

No dobra, w zeszłym roku było podobnie, całkiem podobnie i przeżyłam, teraz też na to się nastawiam.

Pozdrawiam szkolnie wszystkich, bo to jakoś tak w kółko się kręci..

13:32, jagulinek
Link Komentarze (4) »
środa, 03 sierpnia 2011
Ja się nie piszę...
Na to lato! Ledwo słońce wygląda zza chmur a już zapowiadają mokry weekend...
Na pobliskiej plaży byliśmy kilka razy, ale tylko raz odważyliśmy się dupska zamoczyć, a i wtedy szybciutko wracaliśmy bo wiało nad naszym małym jeziorem... I zsinieliśmy przeokropnie...
Choć pogoda na weekend to mało mnie akurat obchodzi, no może ze względu na pranie, które lepiej schnie kiedy słonko zagląda w okna i ogrzewa skórę na spacerach, no i dzieci, które znacznie mniej marudzą, kiedy mogą się wyszaleć na placach zabaw, zamiast siedzieć i kłócić się podczas znudzonych gier planszowych, komputerowych, ruchowych, czy rysowania... Co oni będą jesienią robili, to ja naprawdę nie wiem...
Bo mój osobisty weekend będzie do bani pod jednym względem - moje Szczęście przyjedzie dopiero w niedzielę... A na niedzielę muszę napiec kilka ciast, i jakieś torcisko, bo Najmłodszy sprosił kilku kolegów na swoje 7 urodziny, oby jego weekend był udany. Nudzić się nie będziemy, ale jakoś tak już czuję się źle...
Bo zwykle to ledwo zdążę się przyzwyczaić do Jego obecności i już musi jechać, a tym razem to nawet się nie przyzwyczaję..
Chociaż moja bratowa twierdzi że w ten sposób będziemy dłużej szczęśliwi, bo wiecznie stęsknieni i spragnieni siebie...
11:02, jagulinek , Zwykłość
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 01 sierpnia 2011
Wracam
Do życia blogowego.. (I mam nadzieję, że lato też już wróci...) Czy regularnie i na jak długo to nieeee wieeem jeszcze.. Ale powiedzmy, że się postaram...
Wiele się działo i wszystkiego nie dam rady opisać od razu, ale udało się nam być na wakacjach, podczas których w pochmurne dni moja skóra się zaróżowiła, co poskutkowało linieniem... Bo po co używać kremu z filtrem podczas gdy słońce chowa się za chmurami, co? Teraz już wiem, bo wątpliwa opalenizna bolała kilka dni a efekt już schodzi, ale tak to właśnie jest, kiedy ostatnich kilkanaście lat spędza się lato w cieniu i wychodzi wczesnym rankiem, albo późnym popołudniem, żeby się nie spalić... A tu nagle przyszło spędzić dzień na nadmorskiej plaży...
I nawet chłodno było, choć woda przyjemna a na piasku mnóstwo biedronek, stada normalnie...
Dzieci zadowolone, nie chciały wracać do domu.. Stale pytają kiedy znowu pojedziemy "do babci"... Tak, teraz mają nową babcię, która starała się jak mogła, by nieba nam wszystkim przychylić, a przy rozstaniu skrzętnie ukrywała łzy i zapraszała na powtórkę pod koniec wakacji, czyli to już niedługo, też nie mogę się doczekać...

11:19, jagulinek , Zwykłość
Link Komentarze (6) »
czwartek, 26 maja 2011
Muszę sie pożegnać

Z internetem na dwa do trzech tygodni. Może uda się coś wcześniej załatwić, ale póki co...

Znikam sobie, mam nadzieję, że potem wszystko jakoś nadrobię

Wszystkiego dobrego!

14:20, jagulinek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 maja 2011
O biuście i nie tylko

Stoję sobie przed lustrem i wciągam brzuszysko, żeby ładnie wałek nie wystawał ze spodni. Teraz na wiosnę nie da się go ukryć pod kurtką, choćby nie wiem co! I dopada mnie świadomość, że jeśli nawet wyjdę z wciągniętym brzuchem, to po jakimś czasie i tak go puszczę, bo zapomnę... Co robić, co robić...? Na dietę już nieco za późno, zresztą nic tak nie boli jak odmawianie sobie przyjemności jedzenia... Ćwiczenia? Nie dla mnie, mam słomiany zapał... niestety. Czasem pospaceruję dłużej z Rudym, przejdę się z Najmłodszym, ale na więcej jakoś zapału brak, a zima przy monitorze widoczna jest w tej fałdzie. w fałdzie poniżej biustu... Zwykle zanim wyjdę z domu, mam wrażenie, że niektórzy ludzie będą patrzeć mi na tę fałdę, i stwierdzą, żem się "poprawiła"... Jakoś tak mało dla mnie to przyjemne... I wtedy wychodzę jakaś taka zgaszona, zgarbiona. A biust? Schowany! I to jest mój błąd!

Wracałam pewnego dzionka ze szkoły, odprowadzając Najmłodszego i widzę jak facet gapi się na mnie, patrzę na jego wzrok... I gdzie go skupił? No przecież nie na fałdzie brzusznej, tylko na tych dwóch powyżej! Jakoś tak sama z siebie zaczęłam się delikatnie prostować. Doszło do mnie, że nawet ja widząc koleżanki nie patrzę im na brzuch tylko w oczy, ewentualnie na ładną apaszkę, kolczyki... Poniżej rzadko, naprawdę!

Panowie są śmielsi, i nawet im wypada spojrzeć nieco niżej, i dobrze, niech sobie patrzą skoro mają na co...

No i czego się tu wstydzić? Niech jest sobie ta fałdka pod biustem, i niech żyją cycki! Niech tuszują wypukłości poniżej. I niech się faceci gapią!

10:05, jagulinek , Zwykłość
Link Komentarze (7) »
środa, 18 maja 2011
Ponarzekam sobie...

Casem jest dobrze, a czasem gorzej...

Tak właśnie jest w naszym życiu, tu na ziemi...

Przechwaliłam chyba Najstarszego, a bo pięknie gra na gitarze, bo pani w szkole go chwaliła, bo walczy o czerwony pasek na świadectwie, bo świetnie gra w szachy, bo ogólnie nie jest zły chłopak z niego. Po zeszłorocznych jego wyczynach, wydawało mi się, że nadszedł lepszy czas, że co złe minęło... Że dojrzał wreszcie

Ale co dobre też się kończy, bez złudzeń... jednak te jego 15 lat, to czas zmian i prób w postępowaniu, jeszcze się uczy życia, zwłaszcza społecznego. Nie potrafi pojąć, że nie można dzwoniącemu kuzynowi odbierająć słuchawkę warknąć mu: "przestań  już do mnie dzwonić!", że otwierając drzwi koledze, nie wypada palnąć: "czego znowu chcesz?"

Znowu całe dnie siedzi w grach komputerowych, zapasy w kuchni znikają w ciągu doby, bez względu na to jak są duże i czy przeznaczone dla niego, czy dla całej rodziny, a gdy pytam gdzie jest ser wczoraj kupiony, czy słoik dżemu, albo lody... On nic nie wie, szczegół że sam był w domu. Ja rozumiem czasem coś skubnąć mi z szafki, sama w dzieciństwie wyjadałam rodzynki, ale zawsze robiłam tak, by trochę zostało, (on zostawia puste opakowanie w szafce, w lodówce) no i nie potrafiłam kłamać i się wypierać. Dziś dzieciaki są inne, śmielsze, to znak mijających czasów, muszą walczyć by przetrwać, ale w domu rodzinnym nie ma zagrożeń!

Nie mam pojęcia co on chce osiągnąć (prócz wilekiej wagi...), co udowodnić

A słownictwo... Chyba lepiej przemilczę temat, tylko to boli kiedy odnosi się tak do mnie i rodzeństwa. No i ten wstyd, kiedy znajomi opowiadają, że widzieli grupę nastolatków na boisku obok placu zabaw klnącą bardziej od brygady budowlanej nieopodal...

Ja wiem, że ten czas też minie, że młodzież tak ma... Dobrze, że nie pali, nie pije, nie ćpa (póki co - przynajmniej)

No teraz mi lżej - wygadałam się do siebie.

09:58, jagulinek
Link Komentarze (6) »
niedziela, 08 maja 2011
Nie mogę na ciebie patrzeć...
Usiadł przy niej i zaczął opowiadać co zrobi na obiad, że musi zabrać się za mięso, że spotkał kogoś, kiedy był na zakupach...
Po chwili w połowie zdania, padło:
- Idę stąd, nie mogę już na ciebie patrzeć
- Nie lubisz kiedy siedzę i zszywam spodnie dzieciom? A może ten wałek tłuszczu kiedy się pochylam ci przeszkadza, czy po prostu makijaż się rozmazał?
- Muszę stąd uciec, bo się nie oprę i rzucę te szmaty w kąt, a ciebie na podłogę, podniosę tę krótką spódniczkę, rozepnę bluzkę, zerwę stanik, a potem... Idę, dzieci są w domu...
I znikł w zaciszu kuchni.
Chyba muszę zacząć spodnie i golf - pomyślała...

11:32, jagulinek , Zwykłość
Link Komentarze (7) »
niedziela, 27 marca 2011
Takie życie
Po raz kolejny "zapaliły mi się oskrzela". Kuracja antybiotykowa, już nie potrafię powiedzieć która, na chwilę ulżyła, bym potem znów miała problemy z oddychaniem, zwłaszcza nocą... Mam zamiar skorzystać usług bratowej, niech mi kobita bańki postawi, bo w dzieciństwie, był to jedyny na tę dolegliwość sposób..
A w związku z nią brak mi sił, weny, pomysłu i nawet chęci na cokolwiek.
Słonko pociesza mnie przez okno, więc teraz to już tylko lepiej powinno być...

09:36, jagulinek , Zwykłość
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 07 marca 2011
Ucieszyłabym się...

Gdyby tak jak tu na nowym szablonie zrobiło się niebiesko od kwiatków za oknem na osiedlowym trawniku, ale ten czas coraz bliżej, chyba się doczekam..

No i oczywiście ucieszyłabym się jeszcze z poniższej sprawy...

Przed chwilą dostałam maila, że wygrałam 5 noclegów w jednym z 1000 hoteli... Wystarczy tylko obejrzeć 3 reklamy... Co zrobiłam ze słuszną uwagą i zainteresowaniem, coby w pełni zasłużyć na maleńkie darmowe przecież wczasy...

No i wszystko elegancko, pięknie, ładnie... Nawet upatrzyłam sobie miejsce, które ewentualnie chciałabym odwiedzić, i zaczęłam kombinować jak zorganizować opiekę dla chłopców na czas naszego niebytu...

A tu pod spodem informejszyn:

W każdym hotelu jest przymusowe wykupienie posiłków w cenie dla dwóch osób na te 5 dni 600łzł.. I gdzie tu ta darmocha, hę? Niby nie drogo jak na wypoczynek w hotelu, ale... w moim przypadku będzie to możliwe dopiero po wygranej w totka, a wtedy zabiorę całą rodzinkę, O!

Mina mi nieco zrzedła, eh... obejdzie się.

Cóż, znowu w wakacje wyskoczymy w bory do cioteczki Krysi, bo przecież nie ma to jak kiełbaska z ogniska na przedsionku lasu, prawda?

 

10:08, jagulinek , Zwykłość
Link Komentarze (7) »
sobota, 05 marca 2011
A Michał...

Spotkał wczoraj swoja byłą panią, która po przywitaniu zapytała:

-Michał i jak tam w szkole? Grzeczny jesteś?

-Tak! - odparł z zapałem - W szkole jestem grzeczny!

- A w domu? - Pani uśmiechnęła się..

- W domu... Aaa mama mnie kocha!

No prawie usiadłam ze śmiechu, w szkole jest grzeczny a w domu... Nie musi, bo go kocham.. No ale tego to ja już nie zmienię...

17:51, jagulinek , Zwykłość
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 lutego 2011
Niby nic...

A jednak łysieję.. jak nic... Strzygę włosy rzadko a nawet bardzo rzadko, w ogóle fryzjer mnie omija, a raczej ja jego. Zatem zostało mi tylko ich mycie, odżywianie i czesanie. Czasem wrzucenie na wałki, żeby choć raz kiedyś poczuć nieco odmiany, nabrać wrażenia że dbam o nie i ogólnie o swoje samopoczucie, z którym u kobiet różnie przecież bywa...

Zatem dziś do południa umyłam tę swoją garść kłaczków, odświeżyłam dawno nie używane wałki, i nawijam.. Oddzielam niezbyt grube pasma z obawą że mi nie wystarczy jak zwykle tych wałków... Nawijam, patrzę, a tu zostały mi 4 wałki! Ej, zwykle kombinowałam z różnymi grubościami i cały spód zostawiałam prosty, a tu co? No tym razem włosów mi zabrakło. Wypadały już.. zwłaszcza zimą, po czapce, kruszyły się nieco, aleeee.... Takiego ich niedoboru nie spodziewałam się!

Niby Ewcia się marszczy, ale łysienie?!

Jednak po zdjęciu akcesoriów, nie wygląda najgorzej, oto dowód:

Jeszcze jakiś czas wytrzymam bez peruki, c'nie?

14:17, jagulinek , Zwykłość
Link Komentarze (15) »
sobota, 19 lutego 2011
Psie opowieści

Taki psi wpis dziś, bo nie mam pomysłu czym mogłabym sie podzielić, a że z psem dużo czasu ostatnio spędzam, niech ma:

Żadne stworzenie w moim domu nie miało jeszcze tylu aliasów... co Rudy. Słodki się zrobił bardziej niż wydawał na początku, kiedy jeszcze tęskniliśmy za Lizą, mądrzeje psisko niemal z dnia na dzień. Podaje łapkę wiedząc że nie czeka nań smakołyk, na podwórku wie gdzie biegać, szybko reaguje na komendę "wróć i czekaj" , no posłuszna psinka z niego. Chociaż dzięki niektórym swym niedoskonałościom załapał się na kilka przezwisk:

Klockojad - wymyślił Najmłodszy, chyba nie muszę tłumaczyć

Łasuch - to moje dzieło, no żre ten psiak wszystko co napotka, łącznie ze ścierką z kuchni, obierkami od ziemniaków, marchewki, pomidorem, owocami, słodyczami (o ile ktoś zgubi okruchy)... jego szczęście, że moje buty zostawia w spokoju... W sumie to nawet wygodne jest, mogę kroić kapustę ucierać marchew na terce i nie zbierać tego co spadnie, zawsze jest dokładnie wysprzątane, ostatnio nawet po rozlanym jogurcie "posprzątał" do czysta...

Rudi i Rudy 102 - jakoś tak samo czasem nam z ust wychodzi i nie wiadomo kiedy i od kogo się zaczęło..

Skoczek - Michał tak na niego mówi, bawiąc się podrzucanymi zabawkami

Memeja - nie mam pojęcia dlaczego, ale moje Szczęście go tak nazwał,  mówi tak do niego kiedy bawią się razem i psiak śpiewa.. niemal miauczy... bo nie może złapać ręki do gryzienia

Moja mała myszka i moja mała niunia, pieszczoch - sama go nazywam kiedy łasi się do nóg, tuli do rąk i zaczepia do głaskania, oj bidny by był gdyby rozumiał sens słów.. wiem, wiem, odbijam sobie brak córki, no do synów tak nie powiem, ale psiak znosi to dzielnie i chętnie czeka z nosem na mojej stopie aż go pogłaszczę...

Kawopij -  nie mogę wychodząc z domu, na stole zostawić  kawy, bo nawet fusy znikną.. Więc i tak jej nie dokończę... I ostrożny przy tym jest, szklanka czy kubek nigdy jeszcze nie zostały przewrócone...

Sikacz i kupacz było na początku, ale teraz to już przeszłość.

Te dziesięć aktualnych chyba wystarczy, dobrze by było, gdyby nie zapracował sobie na jakieś wymyślniejsze..

15:00, jagulinek , Zwykłość
Link Komentarze (6) »
niedziela, 06 lutego 2011
Kawałek 4

Weszła na podwórko zamykając za sobą bramę, na ganku siedział ojciec, palił cygaro i patrzył przed siebie. Siadła obok niego i sięgnęła mu do dłoni, po czym zaciągnęła się dymem. Ojciec był do tego przyzwyczajony, nie lubił tylko, gdy robiła to przy ludziach.

- To chyba koniec z twoimi samotnymi wyprawami do miasta..

- uhm…

- Bez Boba nigdzie się nie ruszysz – spojrzał jej w oczy – nie mogę cię stracić, rozumiesz?

- Tak

- Może przełożymy nasze polowanie o kilka dni, aż dojdziesz do siebie…

- Nic mi nie jest, to tylko strach, poradzę sobie z Bobem i nigdzie się nie wybieram, aż do waszego powrotu. Możecie spokojnie jechać. Nie martw się, tatku. – Ucałowała go w policzek, a on ją pogłaskał, jak wtedy gdy była dzieckiem.

- Idę nakarmić zwierzęta, kolacja też zaraz będzie, wejdź do środka, bo chłód już idzie tato.

Zaraz po kolacji położyła się spać, wreszcie mogła spokojnie zasnąć, wszystko zaczęło wracać do swojego rytmu, jej sen też.

Tuż przed wschodem słońca przyjechał Mike na obładowanym koniu. Może i tym razem uda im się złapać jakiegoś wierzchowca, potem ujeździć i sprzedać. Przyda im się trochę gotówki na nadchodzącą zimę. Luiza lubiła patrzeć jak Jerry ujeżdża nowe konie, słuchały go niczym zaklinacza, był w tym naprawdę dobry. Lubiła też karmić te początkowo nieufne zwierzęta i przyglądać się, jak w miarę czasu się oswajają z nową karmą i ludźmi. Zawsze miały takie piękne, duże oczy.. Próbowała też czasem i je malować, nie była jednak zadowolona z efektów, żywe były najpiękniejsze…

Ojciec kończył kawę po śniadaniu.

- Tym razem jedziemy w góry, powinniśmy trafić i na niedźwiedzie i na wierzchowce, szykujcie się na mocne przyjęcie, wiesz siostrzyczko – zbliżył się do Luizy i wyszeptał – takie ze skrzynką whisky, za jakieś dwa tygodnie. – A głośno dodał :

- Jedzie z nami nasz sąsiad z synami z północnej, ten co ma chorą żonę, zajrzyj do niej, bo zostaje sama

- Powinnam znaleźć chwilę, jedźcie bezpiecznie.

Pomachali sobie, stała chwilę i patrzała jak się oddalają, nie lubiła niepewności, kiedy wrócą, ani natrętnych myśli, że coś się stało, z niedźwiedziami nigdy nie wiadomo, pocieszał ją tylko fakt, że nie jechali sami, będzie ich razem szóstka, powinno być dobrze.

A panią Anę podziwiała całym sercem, kobieta dostawała dziwnych ataków, mdlała co jakiś czas, a potrafiła się zająć całą rodziną i domem, znała doskonałe przepisy na ciasta, których zapach rozchodził się po okolicy każdego dnia. I zawsze była uśmiechnięta, nawet w czasach, gdy zaraz po ostatnim ataku Indian brakowało im niemal wszystkiego, bo spalili im dom. Potrafiła też robić przepiękne koronki, palce miała niezwykle sprawne, ale mówiła, że robi to z musu, by mięśnie nie zesztywniały na starość. Potrafiła też dobrze ocenić obrazy Luizy, te które wybrała Ana, Luiza wiedziała, że sprzeda za dobrą cenę w dużym mieście, prawdziwa znawczyni z tej Any! Kilka z obrazów podarowała Anie, zdobią jej niewielki salon i kuchnię.

I dziś wieczorem do niej pójdzie, spróbuje dzisiejszego ciasta i porozmawia o pogodzie, może powspominają dawno minione dzieje, których nawet jej ojciec nie pamięta, ta kobieta, zna wiele historii opowiadanych z pokolenia na pokolenie w swojej rodzinie.

21:32, jagulinek , westernowa opowieść
Link Komentarze (1) »
wtorek, 01 lutego 2011
Oby do piątku...

Dziś będzie o butach

Taaa.. od czego by tu zacząć, pewnie od początku, więc od grudnia..

Była potrzeba zakupu zimowych butów. I co tu kombinować, jak trzeba to trzeba, mus to mus! Nie kosztowały mało, coby nie było problemów. Pan na miejskim ryneczku, stwierdził, że sezon na pewno wytrzymają, wyglądały na mocne porządne buty, warte kosztów. Paragonu pan nie dał, bo nie będzie problemów...

Niestety! Wytrzymały całe trzy tygodnie. Najbezczelniej na świecie rozkleiły się, niby nic szokującego... Ale, jasna anielka! Nie mam innych butów zimowych! W czym tu chodzić, kiedy te są w naprawie? Ba! Minęły dwa tygodnie, a pan twierdzi, że to nie jego wina tylko producenta! Bo nie przysłał naprawionych butów na czas.

A ja się pytam, w czym będę wiosną chodziła? Bo w tej chwili śmigam w wiosennych, które całe są już poszarpane od ostrego śniegu... zaczęły się rozklejać... Dobrze, że wiele nie chodzę, i nie wymarzałam gdzieś, bo jeszcze na leki bym wydała pół fortuny.. I dobrze że nie glebnęłam gdzieś i kości całe... Póki co... Niby mają być w piątek, oby! Bo muszę jechać po Michała, a w tych porozklejanych wiosennych, to aż strach, czy w całych wrócę...

I teraz nie wiem... No nie wiem, opinię wśród znajomych na pewno mu wystawię "baaardzo przychylną". Podobno sprzedaż bez paragonu jest przestępstwem.. Tylko że na ryneczku, nie tylko on nie posiada kasy fiskalnej, tych babinek to mi żal, co sprzedają jajeczka i śmietanę... Ale ten z butami obrót musi mieć, bo siedzi tam ponad 10 lat, jak nie lepiej, to kupiłby sobie tę kasę... Bo tak naprawdę, to oddałam mu buty do naprawy i nie mam żadnego dowodu, że je w ogóle kupiłam... Że cokolwiek jest mi winien.. Ale poczekam do piątku i zobaczymy cóż z tego wyjdzie...

O kciuki ewentualnie proszę, bo cierpliwości to podobno na allegro nawet nie dają, i muszę się sama w nią uzbroić...

23:30, jagulinek , Zwykłość
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
następne
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
  • jagulinek
Ostatnie wpisy
  • Naprawdę dawno
  • Radosnych
  • Mój nałóg..
  • ...
  • Małe zmiany
  • A sobta minęła tak
  • Inspiracja
  • Kochani
  • Jak niewiele
  • A było to tak...
Zakładki:
Naprawdę moje: ULUBIONE
Myślaki
Analfabeta
Ćwiczenia z pamięci
Irgum burgum durungum
Kobietą być, kochać, marzyć, śnić ...
Konstatacje
Kriz
Mama Zołza
Moje marudzenie
N a d j a k s e r u j e
Otwarta oddycha
Pierwsza szuflada
Po-Wsze-Dni
Pra co ma nka pra ma co
Przemyślenia i rozterki pewnej ...
Rozmyślania przed lustrem
Ślepiec patrzący z dystansem
TaniGucci - myśli second hand
Tygrys
Tylko pozory i iluzje
Tytułu nie będzie...
W Dniu Urodzin
Życie ma jakiś sens nieomal napewno
Życiem po łapkach
Żyj tak, jakby jutra miało nie ...
Szabloniki
Mam stąd
Tu wyszperałam
Znalazłam tu
Tagi
  • nieszczęście
  • szczęcie
  • szczęście
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Zapisz się na newsletter! Liczba zapisanych: 2
zamów newsletter
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog